
Modernizacje
kompleksu przeciwlotniczego S-125
Tomasz Szulc
Kompleks
przeciwlotniczy S-125 powstał pod koniec lat 50., kiedy po euforii, wynikającej
z prawie nieograniczonych możliwości zwalczania za pomocą pocisków kierowanych
samolotów przeciwnika, lecących z dużą prędkością na dużej wysokości, pojawiła
się potrzeba zwalczania nimi samolotów na średnich i małych wysokościach. Była
to wcześniej domena artylerii lufowej, ale jej efektywność gwałtownie malała
wraz ze wzrostem prędkości celów. W przypadku pocisków kierowanych zasadniczy
problem stanowiło wystarczająco wczesne wykrycie przeciwnika i uniknięcie
zakłóceń, powodowanych przez obiekty terenowe podczas naprowadzania pocisku na
cel.
Jedną z
pierwszych firm w ZSRR, które poradziły sobie z opracowaniem w miarę
niezawodnego kompleksu do zwalczania celów na małych wysokościach było ogromne
KB-I Ministerstwa U zbrojenia, późniejsze CKB Ałmaz. Decyzję o jego opracowaniu
przez zespół A. Raspletina podjęto na najwyższym szczeblu 8 maja 1957 r.
Największych trudności spodziewano się przy projektowaniu radaru śledzącego
niskolecące cele oraz systemu naprowadzania rakiet. Dla stacji radiolokacyjnej
wybrano centymetrowy zakres długości fal. Wszystkie siedem jej anten
zamontowano na wspólnym maszcie, przewożonym na przyczepie. Anteny miały
skomplikowany kształt, głównie ze względu na chęć takiego ukształtowania
wiązek, żeby do minimum zredukować poziom zakłóceń. W zależności od trybu pracy
stacji pełniły one różne funkcje i wszystkie równocześnie działały tylko w
czasie naprowadzania pocisków. Antena nadawcza mogła emitować
"igłową" wiązkę, a anteny poszukiwania celów ustawiono pod stałym
kątem 45°. Podczas przeszukiwania wiązka miała kąt rozwarcia 12°, a podczas
śledzenia tylko 1,5°. Stacja otrzymała nazwę Newa, którą potem przypisano
całemu systemowi.
Nie oczekiwano
natomiast szczególnych trudności w procesie konstruowania dwustopniowych
pocisków W-625, choć miały to być pierwsze radzieckie pociski przeciwlotnicze,
których materiałem pędnym dla silnika marszowego było paliwo stałe. Ich twórcą
był zespół M. Ołło z KB-82 w Tuszyno.
Niestety,
podczas prób poligonowych rakiety całkowicie zawiodły i jako rozwiązanie awaryjne
przyjęto adaptację dla tworzonego systemu pocisków W-600, opracowanych przez
zespół P. Gruszina z OKB-2 (później MKB rakieł) dla analogicznego pod względem
przeznaczenia systemu okrętowego (M-I WabIa) i testowanych równolegle na tym
samym poligonie. Sprawdziły się znakomicie i pod oznaczeniem 5W24 skierowano je
do produkcji. Pociski nie były szczególnie oryginalne: dwustopniowe, napędzane
silnikami na paliwo stałe (energetycznie o 1/3 gorsze od ciekłego, ale znacznie
upraszczające eksploatację). Miały rozbudowane powierzchnie aerodynamiczne, a
prostokątne stateczniki pierwszego stopnia były tak duże, że dla uproszczenia
konstrukcji wyrzutni uczyniono je składanymi - bezpośrednio po odpaleniu
obracały się o 90° względem tylnego punktu zamocowania do kadłuba. Drugi
stopień miał układ aerodynamiczny "kaczka". Opracowano dla nich
przewoźne, dwuprowadnicowe wyrzutnie 5P71.
Wstępne
wykrywanie i śledzenie celów zapewniały standardowe radiolokatory obserwacji
okrężnej zakresu metrowego oraz wysokościomierze radiolokacyjne, Oprócz anten,
każda ze stacji radiolokacyjnych miała furgon z aparaturą, stanowisko
operatorów i źródło zasilania. Dla stacji naprowadzania (SNR-125) Newa ilość
furgonów wynosiła 4, dla radarów wstępnego wykrywania: 4 i 3, W skład kompleksu
wchodziły 4 wyrzutnie oraz co najmniej 4 samochody załadowcze, każdy z dwoma
pociskami.
System S-125
przyjęto na uzbrojenie 21 lipca 1961 r. i już w tym samym roku wokół Moskwy
rozmieszczono pierwszych 17 dywizjonów . Stanowiły uzupełnienie sprawdzonych i wówczas
bardzo skutecznych S-25. W następnym roku zaczęto formować mieszane brygady,
złożone z 4-6 dywizjonów S-125 i 6-8 dywizjonów S-75. Już w 1962 r. tylko na
odcinku Ryga-Kaliningrad-Kowno rozwinięto 20 dywizjonów. Ilość rozwiniętych
kompleksów rosła szybko i systematycznie - według danych zachodnich w ZSRR
rozwinięto ich ponad 350. Nieco później, pod presją zagranicznych Użytkowników
S- 75, którzy zdali sobie sprawę z jego ograniczeń, rozpoczęto dostawy za
granicę, używając dla wariantu eksportowego nazwy Peczora. Zestawy te nie różniły się konstrukcyjnie od produkowanych
na potrzeby ZSRR - zmieniono jedynie częstotliwości układów naprowadzania.
|
Wyrzutnia kompleksu Newa-M |
Chrzest bojowy
S-125 miał miejsce w 1973 r. w Egipcie - obsługiwali je wtedy Rosjanie. Uznano
je za nadzwyczaj skuteczne - w dużej mierze dzięki zaskoczeniu przeciwnika
możliwościami nowego sprzęt
u i brakowi
przemyślanych sposobów przeciwdziałania z jego strony.
Świadomi
chwilowości przewagi nad przeciwnikiem konstruktorzy z KB-1 (nazywanego od 1967
r. MKB Strieła) pracowali nad modernizacją systemu od początku lat 60.
Podwojenie ilości rakiet na nowych wyrzutniach 5P73 wyraźnie poprawiło siłę
ognia - bateria bez przerwy na
|
Stacja naprowadzenia rakiet
SNR-125 Fot. T.Szulc |
uzupełnianie rakiet mogła ostrzelać dwa
razy więcej celów. Udoskonalenia, wprowadzone w pociskach 5W27 i 5W27W
(pierwszy z nich był gotowy do produkcji w 1965 r,), umożliwiły zwiększenie
maksymalnego zasięgu z 15 do 20 km oraz rozszerzenie zakresu wysokości
przechwytywanych celów z 0,3-12 km do 0,05-18 km. Dopuszczalne przeciążenie
pocisku w czasie lotu wzrosło do 6G. Na kolumnie antenowej zamontowano także
celownik telewizyjny Karat-2, który przy dobrej pogodzie miał zasięg 15 km,
Uproszczenie konstrukcji komponentów kompleksu pozwoliło na skrócenie czasu
osiągania gotowości bojowej. Tak zmodernizowany system przyjęto na uzbrojenie
27 września 1970 r. jako S-125M Newa-M (powstała nieco później wersja
eksportowa została nazwana Peczara-M).
Pociski dla Newy
modernizowano wielokrotnie powstały wersje 5W27G, GP, GPU, D i P, Minimalny
pułap przechwycenia zmniejszono do 20 m, bliższą granicę przechwycenia
zmniejszono do 3,5 km, umożliwiono strzelanie do celów oddalających się, a masę
głowicy bojowej zwiększono z 60 do 72 kg. Modernizacja całego systemu miała
znacznie mniejszy zakres - ostatnią wersję - S-125M1 wdrożono w 1978 r. W tym
czasie przewidywano zastąpienie go nowszymi systemami (już od końca lat 60.
pracowano nad ich kolejną generacją), a nieco później uznano, że w przyszłości
kilka, stosowanych równocześnie, kompleksów należy zastąpić jednym,
uniwersalnym - zwalczającym cele wszystkich rodzajów zarówno na dużych, jak i
ekstremalnie małych wysokościach, Wymagania te spełniał kompleks S-300, ale
szybko okazało się, ze jest tak kosztowny, że szybka wymiana nań wszystkich
starszych kompleksów, nawet w ZSRR, nie wchodzi raczej w rachubę. Także liczni
zagraniczni użytkownicy radzieckich zestawów przeciwlotniczych nie byli w
stanie zakupić drogich S-300. Same tylko S-125 w ilości ponad 400 kompleksów
wyeksportowano do 35 krajów, które z czasem zapragnęły, bądź zapragną
zmodernizować swą obronę przeciwlotniczą.
Zasadność
dalszej modernizacji S-125 dostrzeżono jednak w CKB Ałmaz zbyt późno, bo dopiero
na przełomie lat 80. i 90. Imperium rozpadało się, finansowanie prac
badawczo-rozwojowych praktycznie ustało i jedyną nadzieją było finansowanie
zagraniczne. firma nie była jednak gotowa nawet do zaproponowania ramowego
programu modernizacji i konkretna oferta modernizacyjna pojawiła się dopiero u
schyłku lat 90.
Palma
pierwszeństwa w tym zakresie należy się polskim konstruktorom. I to palma
podwójna, gdyż zdecydowali się oni nie tylko na wymianę bazy elementowej
zestawu S-125 z lampowej na półprzewodnikową-cyfrową, ale i na zainstalowanie
komponentów zestawu na podwoziach samobieżnych.
Celem pierwszej
części polskiego programu modernizacyjnego, nazwanej Newa-C było nie tylko zwiększenie niezawodności aparatury i nadanie
jej nowych właściwości, ale i ostateczne uniezależnienie się od dostaw
podzespołów z byłego ZSRR. Zastosowanie nowoczesnych układów cyfrowych
umożliwiło wprowadzenie nowych algorytmów naprowadzania, zwiększenie stopnia
automatyzacji pracy i zmniejszenie obsady stanowisk. Ogromną korzyść ma
przynieść automatyzacja i radykalne przyspieszenie procesu sprawdzania i
strojenia aparatury przed osiągnięciem gotowości ogniowej (w S-125 zajmowało to
nawet 8 godzin i wymagało pracy 6 dodatkowych techników).
|
Pojazd WNO-125 na Mazie-543
oraz polska wersja samobieżnej wyrzutni – W-125 na podwoziu WZT-2 Fot. T.Szulc |
Zastosowanie
samobieżnych nośników wyrzutni i radiolokatora baterii (program Newa-S) nadało im zupełnie nową cechę -
możliwość szybkiej zmiany pozycji dla uniknięcia przeciwuderzenia ze strony
nieprzyjaciela. Jako bazę wybrano początkowo podwozia czołgów T-55, ale w
przypadku SNR okazała się ona niezbyt szczęśliwa. Podwozie było zbyt małe, aby
bezpiecznie transportować kolumnę antenową w położeniu marszowym, nie było mowy
o zainstalowaniu wewnątrz pojazdu zadowalająco wygodnych stanowisk operatorów,
a silne drgania i wstrząsy podczas jazdy nie wpływały najlepiej na delikatną
aparaturę. Wypróbowano wobec tego inne rozwiązanie: wyrzutnie i SNR ulokowano
na czteroosiowych pojazdach MAZ-543, które do niedawna służyły jako wyrzutnie
pocisków kompleksu 9K72 Elbrus, czyli
słynnych Scudów. Wojsko Polskie zrezygnowało
z ich eksploatacji, ale szczęśliwie nie pozbyło się samych wyrzutni. Ten nośnik
okazał się znacznie lepszy, szczególnie dla SNR. Wykorzystano nawet mechanizm
podnoszenia rakiet w położenie startowe - w miejsce stołu startowego wbudowano
cokół kolumny antenowej SNR. Za kabiną kierowcy znalazło się dość miejsca dla
kontenera z aparaturą i stanowiskami operatorów, nazwanego KDN-125. Gdy po
kilku latach prób zapadła decyzja o modernizacji znacznej części polskich
dywizjonów S-125 do nowego standardu Newa-SC,
łączącego w całość oba kierunki eksplorowane wcześniej, stwierdzono, że ilość
MAZ-ów jest niewystarczająca i wybrano rozwiązanie kompromisowe: radiolokatory
zainstalowano na MAZ-ach, nazwanych WNO, a wyrzutnie W-125SC na podwoziach
gąsienicowych WZT-2 (podobnych do czołgowych, ale wymagających mniejszej ilości
przeróbek).
Ze
zmodernizowaną Newą spotykali się na
poligonie w Wicku rakietowcy z Czech, Węgier, Słowacji i wszystkie te kraje
wykazały zainteresowanie wdrożeniem takiego, lub podobnego rozwiązania w swoich
siłach zbrojnych, Zaoferowano je również niektórym krajom Trzeciego Świata, w
tym Egiptowi i Indiom.
Sukcesy polskich
inżynierów zdopingowały konstruktorów rosyjskich i w 1998 r. rozpoczął się
marketing programu modernizacji Peczara-2,
choć w owym czasie kompleksowo zmodernizowany zestaw istniał tylko na papierze.
Przeprowadzono jedynie szereg prac, zmierzających do modernizacji
poszczególnych elementów kompleksu. Początkowo zidentyfikowano trzy kierunki
modernizacji: doskonalenie rakiet; wymiana analogowych, lampowych i
tranzystorowych bloków aparatury na bloki oparte na układach scalonych o
wysokiej skali integracji oraz zastosowanie unowocześnionych środków dowodzenia
i łączności.
Wielokrotnie
wcześniej modernizowane rakiety rodziny W-600 poddano w MKB rakiet kolejnym
udoskonaleniom. Punktem wyjścia był pocisk 5W27D, który zaopatrzono w nową
część bojową o ponad dwukrotnie większej skuteczności; nowy, skuteczniejszy
radiozapalnik działający na wysokościach poniżej 20 m i paliwo, zwiększające
osiągi pocisku. Niektóre źródła podają, że skonstruowano dla nich zupełnie nowy
stopień startowy z wydajniejszym silnikiem, zastępującym pracujący 2,7 s. 5S45.
Zmieniono także algorytmy naprowadzania pocisku na cel.
Podczas
doskonalenia aparatury kompleksu i jego środków łączności wykorzystano na
szeroką skalę komponenty nowszych kompleksów plot., przede wszystkim S-300PMU,
Docelowo ma zostać wymienionych ponad 80% komponentów elektronicznych. Dzięki
wymianie bazy elementowej i oprogramowania osiągnięto znaczny wzrost odporności
na zakłócenia pasywne i aktywne listków bocznych anteny, zwiększono zasięg
wykrywania celów na bardzo małej wysokości oraz o małej powierzchni odbicia,
wydatnie uproszczono procedury bojowe, a przede wszystkim zwiększono prawdopodobieństwo
trafienia w cel. W celu zwiększenia odporności na zakłócenia wprowadzono szereg
nowych procedur. Stacja selekcjonuje np. automatycznie cele ruchome, eliminując
echa stałe (odbicia od obiektów terenowych). Istnieje układ automatycznej
kompensacji zakłóceń listków bocznych o intensywności do 2000 W/MHz oraz
zakłóceń pasywnych o współczynniku 40 dB. Zastosowano automatyczną ochronę
przed odzewowym, impulsowym zakłócaniem wskazań odległości i azymutu celu.
Wprowadzono ochronę przed zakłóceniami aktywnymi, Większe prawdopodobieństwo
trafienia uzyskano dzięki zwiększeniu dokładności, optymalizacji metod
przetwarzania sygnałów, zmniejszeniu błędów oraz poprawie stabilności
trajektorii pocisku. Dla zwiększenia wykrywalności celów o małej efektywnej
powierzchni odbicia oraz lecących na bardzo małej wysokości zastosowano m.in.
koherentną pamięć i analizę sygnału. Obróbka danych o celu jest w całości
cyfrowa i obejmuje: odległość, pułap, prędkość, parametr oraz kąty elewacji i
azymutu. Po odpaleniu pocisków także w całości cyfrowe są dane, takie jak
prędkość lotu, odległość, strefy rażenia i odległość od celu. Wprowadzono
możliwość automatycznego śledzenia celu za pomocą aparatury optronicznej w
dzień i w nocy oraz ekstrapolację kursu celu w przypadku zaniku jego sygnału
przez ponad l0s. Znacząco poprawiono zasięg gwarantowanego wykrywania celów
przez 5NR (uzyskane osiągi zestawiono w tabeli). Wzrost niezawodności
osiągnięto nie tylko dzięki większej trwałości podzespołów i niezmienności ich
charakterystyk, ale i dzięki programowi automatycznej diagnostyki aparatury.
Aparaturę
rozmieszczono w kontenerze, znacznie mniejszym rozmiarami od dotychczas
stosowanych. Aparaturową kabinę kierowania UNK-2 opracowały wspólnie
VNIIRA-RANTEK i Moskiewska Fabryka Radiotechniczna. Dzięki wymianie środków
łączności maksymalną odległość między kabiną UNK i UNW zwiększono z 20 do 150
m. Możliwe jest przyjęcie z przydzielonych stacji radiolokacyjnych wstępnego
wykrywania lub z systemów dowodzenia wyższego szczebla danych o 16 celach w
trybie całkowicie zautomatyzowanym (system 5-125 nie miał w ogóle takich
możliwości). Każdy kompleks ma aparaturę topodowiązania bazującą na układzie
Żyroskopowym i odbiorniku GP5. W kabinie UNK-2 znalazły się stanowiska dowódcy
oraz operatorów naprowadzania. Jest w niej procesor układu kierowania,
aparatura odbioru i dystrybucji danych, blok transformacji danych analogowych
na cyfrowe i łącze telekodowe. Do kabiny jest przyłączane zewnętrzne źródło
zasilania.
Znacznie później
zauważono celowość instalacji komponentów kompleksu na nośnikach samobieżnych.
O ile pierwsze trzy kierunki modernizacji realizowano konsekwentnie i z
powodzeniem, to zagadnienie zastosowania nowych nośników zostało początkowo
potraktowane zupełnie ogólnikowo.
Przyjęto, że
można bez trudu rozmieścić na nich dwuprowadnicowe wyrzutnie, maszt antenowy i
furgony z aparaturą. W takiej właśnie postaci pokazano Peczorę-2 po raz pierwszy publicznie w 1998 r. Ze względu na
ograniczoną nośność wybranych początkowo ciężarówek Urał przebudowano typową wyrzutnię czteroprowadnicową, usuwając jej
zewnętrzne prowadnice - otrzymała ona oznaczenie 5P-73-2. Już jednak pierwsze
próby integracji wyrzutni i samochodu, dokonane przez KBSM (Biuro Konstrukcyjne
Maszyn Specjalnych) z Petersburga dowiodły niemożności realizacji takiej
koncepcji. W 1999 r. wyrzutnię przestawiono na trzyosiową ciężarówkę MZKT -8021
wyprodukowaną na Białorusi. Pojazd miał imponujące rozmiary: długość 13,5 m,
szerokość 3,2 m, wysokość 4,1 m. Konstrukcja o masie 31,5 t robiła wrażenie
prowizorycznej, bardziej krytyczni obserwatorzy nazywali ją
"amatorską" lub "chałupniczą". Już w następnym roku
zastąpiono nośnik nowszym, który mimo niezmienionego oznaczenia MZKT-8021
wygląda zupełnie inaczej: kanciasta kabina kierowcy znajduje się nad silnikiem
wysokoprężnym o mocy 309 kW, a nadwozie ukształtowano w taki sposób, żeby
zabezpieczyć je przed oddziaływaniem strumienia gazów z silników startowych
rakiet, dzięki czemu wyrzutnia 5P73-2M zachowała okrężne pole ostrzału, a kąt
elewacji zwiększył się jedynie nieznacznie i to tylko w przypadku strzelania
nad kabiną samochodu. Przed odpaleniem pocisków pojazd wspiera się na czterech,
opuszczanych hydraulicznie wspornikach. Aparatura wyrzutni została w znacznym
stopniu unowocześniona. Wprowadzono procedurę autodiagnostyki i sygnalizacji
niesprawności, cyfrowy kanał odbioru sygnałów kierujących, procesor sterujący i
inne udoskonalenia. Masa pojazdu z pociskami na wyrzutni wynosi 32 tony.
Na takim samym
podwoziu, choć o nieco krótszej ramie (długość 10,76 wobec 13,5 m) i
zaopatrzonym w cztery, szeroko rozstawiane hydrauliczne wsporniki,
rozmieszczono antenę SNR-125 na , składanym do przodu maszcie: Oprócz anten, na
maszcie zamontowano układ identyfikacji "swój-obcy" i nowoczesną
aparaturę optroniczną - kamerę telewizyjną światła szczątkowego, termowizor i -
zapewne- dalmierz laserowy. Odległość, z jakiej mogą być z użyciem kanału
optycznego automatycznie śledzone cele powietrzne w dzień wynosi od 20 do 60
km, w nocy od 25 do 30 km. Aparatura ta jest dziełem białoruskiej firmy
BielOMO-Peleng (inne źródła podają, że opracowała ją rosyjska firma z
Petersburga). Pojazd bazowy otrzymał oznaczenie MZKT -80211, całość nazywa się
UNW-2M i waży 23 tony.
Jeszcze łatwiej
było zainstalować furgony z aparaturą: na MZKT-8022 znalazła się kabina
kierowania UNK-2M. Ma ona długość 6,06 m, szerokość 2,59 m i wysokość 2,44 m.
Kabina z aparaturą waży ok. 5 ton. Służy ona do zbierania, przetwarzania i
wizualizacji informacji taktycznej, prowadzenia pracy bojowej i kierowania kompleksem
Peczora-2. Mieści się w niej 5
stanowisk roboczych, każde z barwnym monitorem rastrowym o dużej przekątnej
(prawdopodobnie Barco 21"), które mogą być zastąpione wyświetlaczami
ciekłokrystalicznymi. Ujawnione zdjęcia wnętrza kontenera wskazują, że jest to
ciągle raczej model funkcjonalny, niż dopracowana konstrukcja. Kabiny są
połączone ze sobą i z wyrzutniami łączami cyfrowymi. Masa pojazdu z kabiną
UNK-2M wynosi 16 ton.
Podstawowa
struktura kompleksu (dywizjonu) nie uległa zmianie - w jego skład wchodzi jedna
stacja naprowadzania i 4 wyrzutnie. Oznacza to zmniejszenie liczby gotowych do
odpalenia rakiet do 8, czyli o połowę. Wyrzutnie mogą być oddalone od UNW nie o
maksymalnie 70 m, a nawet o 10 km. Podobno jeden z szyków bojowych dywizjonu
przewiduje umieszczenie jednej z wyrzutni w znacznej odległości od UNW i
pozostałych trzech wyrzutni. Dla zwiększenia siły ognia dywizjonu wprowadzono
możliwość rozbudowy jego struktury o jeszcze 4 wyrzutnie i drugą S NR. Dzięki
temu nie tylko ilość gotowych do odpalenia rakiet jest taka sama, jak kompleksu
S-125M, ale i pojawia się drugi kanał ogniowy, czyli możliwość równoczesnego
atakowania dwóch celów. Ilość podstawowych pojazdów w dywizjonie zwiększa się w
ten sposób do 12, nie licząc źródeł zasilania dla UNK i UNW oraz co najmniej 8
pojazdów transportowo-zaladowczych. Jak dotąd nie ujawniono, czy te ostatnie to
zmodernizowane PR-14AM na ciężarówkach ZIł-131 (pojazd taki pokazano w Mińsku w
2001 r.), czy nowe konstrukcje. Do prób użyto STZ z dźwigiem, umieszczonym
między prowadnicami do przewozu rakiet, gdyż dla dotychczasowego sposobu
przeładowania prowadnice wyrzutni znajdowały się zbyt wysoko. W skład każdego
kompleksu mają być włączone ROS - stacje emitujące sygnały, mylące głowice
pocisków przeciwradiolokacyjnych. Nie jest wykluczone, że jest to odmiana
ujawnionej kilka lat temu stacji Gazietczik.
Oprócz tego w skład systemu wchodzi ruchome stanowisko dowodzenia, a także,
jako opcja, dodatkowy radiolokator wstępnego wykrywania, np. Kasta-2El na dwóch
KamAZach-4310.
Pierwsze
niekierowane próby ogniowe nowej wyrzutni, będące równocześnie pierwszymi w
Rosji strzelaniami pocisków systemu S-125 z wyrzutni samobieżnej odbyły się 27
grudnia 2000r., a właściwy program prób ogniowych zestawu rozpoczęto w sierpniu
2001 r., a pierwsze strzelania w "zamkniętym konturze" odbyły się w
listopadzie 2001 r. Natomiast pierwsze dwa pociski odpalono do celów odległych
o 17 i 27 km w kwietniu 2002 r., w jednym przypadku stwierdzono eksplozję w
odległości 2 m od celu. Relatywnie krótki czas, jaki upłynął od pierwszej
publicznej prezentacji koncepcji modernizacji do rozpoczęcia prób mógłby dziwić
w nękanej trudnościami gospodarczymi Rosji. Ma on jednak konkretną przyczynę.
Otóż Międzynarodowej Grupie Finansowo Przemysłowej Oboronitielnyje Sistiemy
udało się wygrać w 1999 r. przetarg na modernizację egipskich kompleksów Peczora o wartości 125-150 mln USD.
Warunki kontraktu przewidują jednak pierwsze poważne płatności dopiero po
rozpoczęciu dostaw zmodernizowanych kompleksów. Dlatego program, w realizację
którego jest zaangażowanych 27 firm jest realizowany z takim pośpiechem. Np.
MZK miał do końca 2001 r. dostarczyć 90 pojazdów z rodziny MZKT -8020.
Nie jest jasne,
z jakimi pociskami system Peczora-2 będzie
dostarczony do Egiptu. Podaje się, że ich osiągi w wersji podstawowej będą
następujące: zasięg 3-28 km dla celów lecących na wysokości ponad 5 km i 3,5-22
km dla celów zbliżających się na wysokości 500 m. Pułap przechwytywanych celów
ma wynosić od 20 m do 20 km. Udoskonalony i nie wypróbowany dotąd pocisk ma
zapewniać maksymalny zasięg 36 km dla celów na wysokości powyżej 4 km i 28 km
dla niskolecących. Nie podano też, czy udoskonalone pociski są już testowane,
czy też jest to jedynie oferta Fakieła i prace zostaną rozpoczęte po uzyskaniu
środków kontrahentów.
Istotną zaletą
zmodernizowanych kompleksów ma być ich zwiększona niezawodność, mniejsza liczba
podlegających wymianie w warunkach polowych modułów - ilość niezbędnych części
zapasowych dla kompleksu zmniejszyła się z 3000 do 300. Łatwiejsza ma być
diagnostyka i strojenie aparatury - zamiast ponad 400 punktów pomiarowych jest
tylko 80. Czas między awariami nowych komponentów elektronicznych kompleksu ma
wynosić nie mniej niż 1000 h, a czas bezawaryjnej pracy kompleksu doprowadzono
do 120 h, czyli pięciokrotnie dłużej niż w przypadku S-125M.
Rosyjscy
eksperci uważają, że zakres realizowanej modernizacji i jej koszty są jednak
zbyt wysokie co najmniej dla części z zagranicznych Użytkowników S-125 i dlatego
powstały dwie kolejne mutacje Peczory-2.
Firma Ałmaz oferuje Peczorę-2A, czyli wersję stacjonarną, w której udoskonalone
pociski są odpalane ze zwykłych wyrzutni 5P73, a kontenery UNK-2 i UNW-2 są
przewożone na samozaładowczych ciężarówkach i pracują jako stacjonarne. Także
Białoruś już pod koniec 1998 r. ogłosiła, że rozpoczyna modernizację swoich
New, ale na temat jej zakresu wiadomo niewiele. Na pewno jednym z jej elementów
będzie przystosowanie S-125 do współpracy ze zautomatyzowanym systemem dowodzenia
obroną powietrzną Bor. W drugiej poł.
2001 r. w rosyjskiej prasie pojawiło się oznaczenie Peczora-2M, które wiązano z "zaawansowaną i nowatorską myślą
techniczną". Być może to właśnie dla tej wersji opracowuje się nową stację
naprowadzania rakiet ze ścianową wielofunkcyjną anteną. Ma ona umożliwić
naprowadzanie pocisków kompleksu (dywizjonu) na kilka celów równocześnie.
Informację o takich pracach ujawniły źródła indyjskie i jest to, być może,
wspólne opracowanie indyjsko-rosyjskie lub dzieło firmy Ałmaz finansowane przez
stronę indyjską, która dysponuje sporą liczbą kompleksów S-125M (ok. 60) i
przewiduje ich modernizację oraz włączenie w strukturę zautomatyzowanego
dowodzenia OPK. Obecnie nazwę Peczora-2M
używa się w odniesieniu do modyfikacji prowadzonej dla Egiptu.
Na koniec warto
pokusić się o próbę porównania rosyjskich ofert modernizacyjnych systemu S-125
i jedynego analogicznego rozwiązania nierosyjskiego, czyli polskiej Newy-SC. Z oczywistych względów nie da
się obiektywnie porównać osiągów obu zestawów, gdyż ich szczegółowe dane są
utajnione, a publikowane mają zapewne charakter reklamowy i są co najmniej
częściowo zawyżone. Nawet dane nie modernizowanych kompleksów S-125M, podawane
w obu krajach celem zobrazowania efektów modernizacji są rozbieżne. Np. w
publikacjach rosyjskich podaje się czas rozwinięcia dywizjonu z marszu 90 min.
(oficjalnie pisze się o 30 min., a trzykrotnie dłuższy czas
"ujawniono" dopiero dla podkreślenia zmian w Peczorze-2), podczas gdy
wg źródeł polskich wynosi on 160 min. Każdy z polskich dywizjonów S-125M ma
oprócz 4 wyrzutni i stacji naprowadzania aż 7 dodatkowych furgonów, Rosjanie
twierdzą, że jest ich tylko 4. Liczba pojazdów w dywizjonie jest zresztą
znacznie większa - samych STZów może być ponad 12. Rozbieżne są także podawane
charakterystyki pocisków.
Nie ulega
wątpliwości, że polska modernizacja ma za sobą dłuższą drogę rozwojową
(pierwsze próby poligonowe w 1992 r.) i polscy konstruktorzy nauczyli się na
swych błędach znacznie więcej o problemach, związanych z modernizacją, niż
twórcy S-125. Atutem oferty rosyjskiej jest zaangażowanie w prace znanych i
doświadczonych firm z branży przeciwlotniczej i szerokie wykorzystanie
komponentów bardziej nowoczesnych kompleksów plot. Dokonany w Polsce dobór
nośników wydaje się bliższy optimum, nie tylko ze względów eksploatacyjnych,
ale i z racji kosztu (minimalna modernizacja dostępnych pojazdów). Polski
zestaw zachował czteroprowadnicowe wyrzutnie, a z racji większej skuteczności
naprowadzania ilość wyrzutni w dywizjonie zmniejszono z 4 do 3. Ilość konsol
operatorów w Newie-SC jest o połowę
mniejsza niż w rosyjskim. Liczebność polskiej grupy bojowej zmniejszyła się z
5do 3 osób, obsługa SNR to 6 zamiast 22 żołnierzy. Ilość kierowców w dywizjonie
jest mniejsza o połowę (radykalnie zmniejszyła się ilość ciężarówek i ciągników
siodłowych). Kompleks Peczora-2 składa się ze znacznie większej ilości pojazdów
i zapewne dlatego w materiałach informacyjnych nie wspomina się o liczebności
etatowej obsady dywizjonu. W Newie-SC
nie skorzystano z możliwości istotnej modernizacji pocisków, głównie z racji
braku doświadczenia w tym zakresie. Nie można wszakże wykluczyć podjęcia takich
prac w niedalekiej przyszłości - system S-125 pozostanie podstawowym
składnikiem obrony powietrznej trzech nowych członków NATO, a po włączeniu do
Sojuszu kolejnych krajów, liczba użytkowników, którzy będą zainteresowani
modernizacją rakiet 5W27 jeszcze wzrośnie. Gdyby udało się osiągnąć
ponadnarodowe porozumienie w kwestii wspólnej modernizacji S-125, uzasadnione
ekonomicznie mogłoby okazać się nawet opracowanie nowego układu antenowego dla
systemu.
Otwarta
pozostaje sprawa przyszłego rozpowszechnienia modernizowanych zestawów S-125.
Polska przegrała konkurs w Egipcie i została podobno zmuszona do wycofania się
z propozycji współpracy z Indiami (dokładniej - strona rosyjska skłoniła Indie
do rezygnacji z rozmów z Polską). Ciągle jest jednak wiele krajów, które mogą
być zainteresowane modernizacją swych S-125. Wiadomo np., że modernizację S-125
uznano za sprawę priorytetową w Bułgarii i Finlandii. W przypadku uzyskania
zamówienia zza granicy dodatkowe środki finansowe mogą dopomóc tak polskim, jak
i rosyjskim konstruktorom w tworzeniu jeszcze bardziej zaawansowanych i
niezawodnych rozwiązań.