T-90 – ad vocem

 

Andrzej Kiński

 

We wstępie do pierwszej części monografii czołgu T-90 (nTW 2/03) zapowiedziałem opublikowanie komentarza do tego tekstu. Wydawało mi się to nieodzowne ze względu na wiele zawartych w nim - moim zdaniem - kontrowersyjnych stwierdzeń oraz niedopowiedzeń, wymagających szerszego naświetlenia. Uznałem, że komentarz będzie lepszym sposobem ustosunkowania się do nich, niż wprowadzanie zmian w tekście bazowym, będących faktycznie ingerencją w myśli formułowane przez autora (co oczywiście wymagałoby konsultacji z nim), czy też odnoszenie się do nich na bieżąco poprzez przypisy. Obszerny materiał opublikowany w dwóch poprzednich numerach nTW to spojrzenie na czołg T-90 Siergieja Suworowa, fachowca, czołgisty praktyka, który od ukończenia w 1978 r. Charkowskiej Szkoły Wojsk Pancernych przeszedł wiele stanowisk dowódczych w pododdziałach pancernych Armii Sowieckiej, wykładał W; Akademii Wojskowej im. Frunzego, uzyskał stopień naukowy doktora i - do chwili przejścia w latach 90. do rezerwy - dosłużył się stopnia pułkownika. Nie może dziwić, że do rosyjskiego sprzętu pancernego ma stosunek szczególny i - nie ma co "owijać w bawełnę" - nadzwyczaj pozytywny. Suworow, obecnie jako dziennikarz, swymi fachowymi tekstami czyni wiele dla promocji uzbrojenia rosyjskiej produkcji w świecie. Chciałoby się, aby i polscy wojskowi - czy to w służbie czynnej, czy w rezerwie z podobnym zaangażowaniem promowali osiągnięcia polskiego przemysłu obronnego, zamiast "padać na kolana" przed zachodnimi czołgami i okrętami sprzed ćwierci wieku. Na czołg T-90 można spojrzeć jednak także inaczej niż uczynił to autor - doceniając wiele jego udanych rozwiązań konstrukcyjnych - dostrzec także i wady, czy ograniczenia wynikające z samej koncepcji czołgu T-72, którego przecież modyfikacją jest T-90. Także wiele charakterystyk tego wozu, czyniących go doskonałym narzędziem walki w Azji Płd.-Wsch., czy na Syberii może być w zupełnie inny sposób ocenianych z perspektywy europejskiego, czy bliskowschodniego teatru działań wojennych.

Jaki więc jest T -90? Czy rzeczywiście jest to jeden z najlepszych na świecie wozów bojowych w swej klasie? Moim zdaniem nie, chyba że uczynimy założenie, że czołgi podstawowe o masie powyżej 50 ton należą do innej klasy. Niestety, konstrukcja czołgu T-72 nie sprzyja jego przeżywalności na polu walki, a w każdym razie zapewnienia odpowiedniego stopnia osłony jego załodze. Umieszczony w kadłubie karuzelowy magazyn automatu ładowania, niczym nie oddzielony od stanowisk załogi, sprzyja w przypadku trafienia, czy wybuchu miny dennej lub przeciwburtowej eksplozji niosącej za sobą natychmiastową śmierć załogi i całkowite zniszczenie czołgu. Taka konstrukcja to efekt kompromisu - czołg jest rzeczywiście stosunkowo niewielki, ma niską sylwetkę, waży od 10 do 20 ton mniej niż zachodnie czołgi III generacji, ma niezłą manewrowość i trzyosobową załogę (pracującą w dalekich od optymalnych warunkach). Dlatego nie jest łatwo go wykryć i zniszczyć. Ale gdy już się trafi we wrażliwe miejsce... Doskonale rozumieją to i sami Rosjanie stąd obwieszanie czołgów panelami coraz doskonalszego pancerza reaktywnego, wprowadzenie systemów zakłócania typu Sztora i aktywnych systemów samoobrony – jak Arena, zastosowanie coraz efektywniejszych automatycznych systemów przeciwpożarowych. Co do pancerza - od dawna wiadomo (przynajmniej od poł. lat 70.), że kombinowany pancerz typu Chobcham, a więc taki jak w zachodnich czołgach III generacji, jest skuteczniejszy od odlewanego pancerza jednorodnego, nawet takiego z integralnymi komorami mieszczącymi dodatkowe elementy stalowo-ceramiczne. Zaś jego najnowsze mutacje - odporniejsze także od zmodyfikowanego pancerza klasycznego, osłoniętego pancerzem reaktywnym. Gdyby nie było to faktem na pewno japoński czołg Typ 90 i francuski Leclerc wyglądałyby inaczej. Bez wątpliwości można stwierdzić, że osłona pancerna T-90 jest słabsza niż Abramsa M1A2, czy Leoparda 2A6, nie zapominajmy jednak, że są one o 15 ton cięższe. Mimo wszystko jednak sądzę, że ekwiwalentna grubość czołowego pancerza zasadniczego i dodatkowego T-90 chroni przed penetracją przez współcześnie używane pociski podkalibrowe (z dystansu większego niż 500 m) i większość typów kumulacyjnych, jego grubość ekwiwalentna jest oceniana na 780-800 mm w stosunku do pocisków APFSD5-T i 1000-1200 mm wobec HEAT. Do podawanych w artykule informacji o odporności na ostrzał z dystansu 100-200 m nie będę się ustosunkowywał - brak jest danych jakimi pociskami czołg ostrzelano.

Przy osłonie wnętrza należy zwrócić uwagę także na skuteczność kompleksu zakłócającego Sztora-1. Trzeba podkreślić, że powstał on w latach 80. i miał stanowić zabezpieczenie głównie przed ówcześnie używanymi pociskami przeciwpancernymi II generacji. I rzeczywiście, wobec HOTów, TOWów, Milanów, Fagotów, Konkursów, Mavericków, Hellire'ów I był on przez pewien czas skuteczny - przez pewien czas, bowiem w wielu państwach dziś już z ich układami kierowania integruje się urządzenia przeciwzakłÓceniowe. Czas jednak tych pocisków powoli się kończy, dziś wchodzą do uzbrojenia pociski samonaprowadzające się termowizyjnie lub w kodowanej wiązce lasera, czy radiolokacyjnie. Wobec nich Sztora-1 nie jest już skuteczna. Lekarstwem na nowe typy uzbrojenia przeciwpancernego, w tym atakujące od góry, może być aktywny kompleks samoobrony Arena, ale jego instalacja znacznie (w przypadku T-90 o ok.30%) podnosi cenę czołgu i stopień skomplikowania. Nawet w ZSRS ten kompleks nie jest montowany seryjnie. W przypadku zresztą zmasowanego ataku jego skuteczność także jest dyskusyjna.

Kolejna kwestia, której należy się bliżej przyjrzeć to system kierowania ogniem czołgu - to przecież jego instalacja miała tchnąć nowe życie w "zmurszałą" siedem-dwójkę. Trzeba tu dobitnie podkreślić - SKO 1A45T Irtysz żadną rewelacją nie jest, pochodzi on z lat 80., a jego pierwsze wersje pojawiły się wraz z czołgami T-80U. Oczywiście w wariancie montowanym na T-90 wprowadzono wiele modyfikacji- m.in. nowy komputer balistyczny, nie zmienia to jednak faktu, że nowym rozwiązaniom zachodnim z pewnością nie dorównuje. Nie najlepsza jest także elektrohydrauliczna stabilizacja armaty - precyzja układu (wynika to także z konstrukcji wieży i umiejscowienia czopów armaty) jest co najmniej o rząd wielkości gorsza niż we współczesnych rozwiązaniach tego typu. Nie sądzę, żeby prawdopodobieństwo trafienia pierwszym pociskiem celu znajdującego się w odległości 2100 m przy włączonym układzie stabilizacji było większe niż 60-70% (nowoczesne SKO - rzędu 90%). T-90 może prowadzić walkę w nocy - to duży postęp ale w wersjach z przyrządem Buran-PA tylko na odległościach do 1200 m, dopiero zaś w tych z termowizorem II generacji Agawa-2 do 3 km, ale takich czołgów w Rosji nie jest wiele. Rozwiązaniem rzadko spotykanym w innych niż sowieckie (oraz pokrewne) konstrukcje jest pełne rozdzielenie dziennych i nocnych przyrządów obserwacyjnych działonowego - to także nie jest optymalne. Możliwości wozu ogranicza brak panoramicznego przyrządu obserwacyjnego dowódcy - bez tego nie ma mowy o pełnej realizacji zasady działania "hunter-killer".

Armaty czołgu nie można się przyczepiać - to dobra broń, 20-25% celniejsza niż armata wersji montowanej na T-72B (ta montowana w polskich T-72M/M1 to, mimo podobieństwa oznaczeń, inna armata). Z nowoczesną amunicją z pewnością nie ustępuję 120 mm armatom zachodnim o długości lufy 44 i 51 kalibrów. No właśnie, z nowoczesną amunicją - standardowego dziś naboju 3WBM 17 z pociskiem APFSDS- T 3BM42 z rdzeniem wolframowym tak określić nie można. Amunicja ta wprowadzona została w latach 80. i ma przebijalność 440-460 mm RHA z 2000 m (płyta pionowa) i 250 mm RHA przy kącie nachylenia płyty 60°. Dziś nie są charakterystyki rewelacyjne, istnieją seryjnie produkowane pociski podkalibrowe 125 mm z rdzeniami wolframowymi o przebijalności 560 mm i więcej, choćby izraelski IMI Mk 2. Takie właśnie pociski dla swych T-90 i innych czołgów rodzinyT-72 zakupiły Indie.

Pewne wątpliwości można mieć także do kompleksu uzbrojenia kierowanego - rzeczywiście pozwala on zwalczać cele na dystansach większych niż armata (zasadniczo Rosjanie walczą za jej pomocą na odległościach niewiele ponad 2000 m), można ppk odpalanym z lufy próbować niszczyć także śmigłowce, ale skuteczność samego pocisku wobec celów opancerzonych może być dziś kwestionowana (750 mm za osłoną reaktywną) - są czołgi III generacji mające odporniejsze pancerze czołowe.

Nienajlepiej wygląda w najnowszym rosyjskim czołgu także sprawa środków łączności, tu sytuacja jest podobna jak w przypadku SKO - radiostacje reprezentują standard lat 80. i daleko im choćby do radiostacji Thomsona/Radmora montowanych w polskich wozach bojowych. Radiostacje oczywiście można zmienić, ale póki co nie zapewniają one bezpiecznej łączności w konflikcie z technicznie zaawansowanym przeciwnikiem, dysponującym środkami nasłuchu i WRE.

Także w sferze mobilności czołgu T-90 nie wszystko wygląda tak różowo. Tu nie zrobiono w zasadzie nic w porównaniu do połowy lat 80. Układ jezdny, transmisja i silnik W-84 są takie same jak w czołgu T-72B. Silnik to kuzyn W-2 z lat 30. z mechaniczną sprężarką, a transmisja pochodzi z lat 60. i ma się nijak do układów przeniesienia napędu współczesnych ciężkich wozów bojowych. Tak wskaźniki mocy jednostkowej, jak i możliwości wykonywania manewrów, nie mówiąc o komforcie długotrwałego prowadzenia czołgu są nieadekwatne do obowiązujących na zachodzie wzorców. Niewiele zmieniło zastosowanie silnika W-92 z turbosprężarką - poprawił on wskaźnik mocy jednostkowej (a w zasadzie pozwolił zrekompensować wzrost masy czołgu), ale transmisja pozostała ta sama, a moc 1000 KM to chyba kres jej wytrzymałości. Prędkość maksymalna T-90 jest ok. 10-15 km/h niższa niż czołgów zachodnich, tak na drodze jak i w terenie, o wartościach przyspieszeń w ogóle nie ma co wspominać. Tylko zupełnie nowy układ napędowy i poważna modyfikacja jezdnego mogłaby dać znaczącą poprawę tych wskaźników - no tak, ale wtedy powstałby nowy czołg.

T-90 to czołg kompromisów, w którym w latach kryzysu, ale i względnego spokoju, wykorzystano to wszystko, co można było uzyskać tanim kosztem. Ok. 2 mln USD za przyzwoity czołg podstawowy, to na początku XXI wieku cena okazyjna. Jest to dlatego czołg dla wielu odbiorców atrakcyjny - głównie z tzw. państw Trzeciego Świata, szczególnie tam gdzie przeciwnikiem będą inne wozy bojowe pochodzenia sowieckiego (np. T-84 v s T-90 w Pakistanie i Indiach). Tam jednak gdzie teatr działań nasycony jest czołgami III generacji i bronią ppanc. najnowszej generacji jego notowania mocno spadają. Jego wprowadzenie do sił zbrojnych Rosji ma charakter wymuszony i przejściowy, przed rozpoczęciem produkcji czołgu nowej generacji, co spodziewane jest w latach 2006-2007. Do tego czasu do rodzimych jednostek nie trafi zapewne wiele więcej niż 500 takich wozów. Już od początku lat 80. Rosjanie pracowali nad zupełnie nowymi czołgami, które znacznie bardziej przypominały Abramsa, czy Leoparda niż czołgi rodziny T-64/-72/-80 - to także o czymś świadczy.

Na zakończenie kilka słów o tym jak na tleT-90 plasują się PT-91 iT-72M4Cz. To bardzo szeroki temat, z pewnością zasługujący na szersze potraktowanie. Polskie i czeskie wozy ustępują T-90 choćby tym, że podstawą do ich powstania była starsza wersja T-72 - M1 a nie B. Dlatego mają one słabsze pancerze zasadnicze, gorsze armaty i układy stabilizacji. W kwestii SKO sytuacja jest jednak lepsza - polska Drawa nie jest szczytem techniki, ale w niektórych kwestiach góruje nad zestawem urządzeń celowniczo-obserwacyjnych T-90, ale już system Savan-15 jaki otrzymać mają Twarde dla Malezji to już światowa czołówka. Jeśli chodzi o silnik i transmisję polski czołg jest odpowiednikiem T-90, z tym że rosyjski 1000-konny silnik W-92 znajduje się w seryjnej produkcji, a polski S-1000 istnieje w kilku prototypach. Czesi od początku zdecydowali się na włoski SKO Turms z panoramicznym przyrządem dowódcy oraz wymianę silnika i transmisji na nowy power-pack. Kosztuje to drożej, ale i efekty są znacząco lepsze.