Niesymetryczna reakcja – rakieta przeciwokrętowa Oniks
Tomasz Szulc
Eksperymenty ze
skrzydlatymi pociskami przeciwokrętowymi zapoczątkowali Niemcy w czasie II
wojny, kontynuowały je prawie wszystkie mocarstwa zwycięskiej koalicji, ale
tylko w ZSRR doprowadzono prace do stadium pełnej dojrzałości.
Od początku
traktowano je jako formę kompensacji przewagi USA na morzu. Mimo wysiłków nie
udawało się wypełnić luki w zakresie budowy okrętów nawodnych i dlatego
przyjęto zasadę "niesymetrycznej reakcji": "oni nowy
lotniskowiec, my nowy typ rakiety przeciwokrętowej". Pierwszym udanym i
produkowanym masowo pociskiem był P-15 Uran, będący początkowo uzbrojeniem
małych kutrów rakietowych projektu 183R, a potem większych i nowocześniejszych
projektu 205. Kolejne radzieckie pociski, odpalane z okrętów nawodnych,
wyrzutni brzegowych i wynurzonych okrętów podwodnych, miały coraz lepsze
osiągi, były coraz skuteczniejsze, ale też coraz większe i cięższe. P-15 miał
6,6 m długości i ważył ok. 2,2 t, P-35 -10m i 4,5 t, P-500 już 11,7 m i 4,8 t. Niewątpliwą
przyczyną tworzenia tak dużych rakiet były ich "korzenie" - wszystkie
powstały w OKB-52 Czełomieja i wywodziły się z napędzanych paliwem ciekłym
rakiet woda-ziemia. Taka tendencja była do przyjęcia w przypadku dużych okrętów
nawodnych, ale wykluczała uzbrajanie w te rakiety mniejszych jednostek, a nadwodny
start był już nie do zaakceptowania dla okrętów podwodnych. Dlatego przełomem
stał się pocisk skrzydlaty P-70 -Ametyst,
który miał wprawdzie relatywnie mały zasięg - 60 km, wobec 300 km P-35 i 550 km
Bazalta, ale mógł być odpalany z
zanurzonych okrętów i był stosunkowo niewielki (7 m i 2,9 t). Jego następca,
P-120 Malachit był pierwszym
pociskiem uniwersalnym, odpalanym zarówno spod wody, jak i z wyrzutni okrętów
nawodnych, zachował przy tym "umiarkowane" wymiary, co pozwoliło
uzbroić weń korwety rakietowe projektu 1234. Marynarka żądała jednak ciągle
wyższych osiągów i kolejny pocisk, opracowany w OKB-52 był prawdziwym gigantem
- P-700 Granit ważył 7 ton, a jego
rozmiary pozwalały na rozmieszczenie wyrzutni jedynie na największych okrętach
nawodnych i podwodnych. Ta gigantomania prześladowała OKB dość długo - nawet
następca P-500 - pocisk P-1000 Wulkan, był od swego poprzednika większy i
cięższy, mimo postępującej miniaturyzacji komponentów. Kolejna rakieta firmy,
3M-25 Meteoryt, miała mieć rekordowe
osiągi, ale też i rekordowe rozmiary.
Ten nieustanny
wzrost gabarytów rakiet i ich wyrzutni przyczynił się niewątpliwie do
przełamania monopolu OKB-52 na rakiety woda-woda - aprobatę zyskały propozycje
KB Raduga oraz KB Zwiedza Strieła. Pierwsza z firm zaoferowała projekt pocisku
o rekordowo wysokiej prędkości przelotowej dla korwet, fregat i niszczycieli,
druga: zupełnie miniaturową (jak na radzieckie zwyczaje) poddźwiękową rakietę,
nadającą się do odpalania nawet z jednostek o wyporności ok. 200 t. Pierwszy z
pocisków - 3M80 Moskit, wszedł do
uzbrojenia w 1983 r. i do dziś uchodzi za jedną z najskuteczniejszych rakiet
przeciw-okrętowych na świecie, drugi - 3M-24 Uran, dopiero od niedawna jest produkowany seryjnie, ale zyskał już
uznanie odbiorców zagranicznych.
Utrata pozycji
wyłącznego dostawcy wywołała gorączkową aktywność w OKB-52, które skorzystało z
faktu, że 3M80 nie był przystosowany do odpalania spod wody. Postanowiono
opracować broń, podobną osiągami do Moskita,
ale bardziej uniwersalną. Początkowo zamierzano przystosować ją do
wystrzeliwania z aparatów torpedowych kal.650 mm, co zdeterminowało kaliber i
geometrię pocisku. Prace nad nim rozpoczęto w zespole kierowanym przez G.
Jeferemowa pod koniec lat 70. (usankcjonowała je uchwała rządu z 1985 r.) i w
krótkim czasie zdefiniowano geometrię i podstawowe cechy konstrukcji. Rakieta
miała być smukła, zaopatrzona w krzyżowe, składane skrzydła i takież
usterzenie. W miejscu mocowania skrzydeł kadłub nieznacznie zwężono zgodnie z
regułą pól. Jako napęd wybrano silnik strumieniowy, który gwarantuje dużą
prędkość i zasięg przy niewielkiej masie własnej, a wlot powietrza do niego
zlokalizowano centralnie, w przodzie kadłuba. Takie rozwiązanie wynikało z
niemożności umieszczenia go pod kadłubem (wymagany kołowy przekrój pocisku z
racji kształtu wyrzutni torpedowej) oraz doświadczenia OKB w zakresie budowy
rakiet o takiej właśnie konfiguracji. Rozwiązanie to pociągnęło za sobą szereg
ograniczeń: stosunkowo niewielka mogła być głowica bojowa, umieszczona w centralnej
części pocisku i "otoczona" pierścieniowym kanałem wlotu powietrza. Także
radiolokator w stożku wlotowym musiał mieć niewielkie rozmiary, a przede
wszystkim małą średnicę anteny.
Wszystko to
spowodowało szereg trudności i opóźnień, nawet przygotowane z paroletnim
poślizgiem doświadczalne okręty - nosiciele nowych rakiet były gotowe wcześniej
niż same pociski. W międzyczasie zrezygnowano z użycia aparatów torpedowych
jako wyrzutni, gdyż flota zdecydowała o stopniowej eliminacji kalibru 650 mm
(torpedy i rakiety kal. 533 mm były już w tym czasie wystarczająco skuteczne i
perspektywiczne), a ze względu na specyfikę konstrukcji zmniejszenie średnicy
opracowywanej rakiety o 12 cm było niemożliwe. Zamiast tego zaprojektowano dla
niej smukły cylindryczny kontener startowy SM-315, nazywany "naczyniem
transportowo-startowym" - TPS, w którym rakieta mogła znajdować się przez
3 lata bez jakiejkolwiek kontroli. Próbne starty balistyczne (bez układu
kierowania), przeprowadzone na początku lat 90. wykazały , że niezbędne jest choćby
nieznaczne nachylenie wyrzutni - jako minimalny kąt przyjęto 13°. Dlatego też
wyrzutnie nowej rakiety, która otrzymała oznaczenie 3M55 i nazwę Oniks, zabudowano na remontowanym
właśnie i modernizowanym okręcie podwodnym proj. 670M, przenoszącym dotąd 8
skrzydlatych rakiet P-120 w nachylonych kontenerach, zabudowanych poza kadłubem
sztywnym. Po remoncie, w miejscu każdego z nich znalazła się potrójna "wiązka"
TPS Oniksa. Wraz z nową stacją
hydroakustyczną MGK-400 Rubikon i
systemem dowodzenia Ładoga, okręt
stał się zupełnie nową jakością w radzieckiej marynarce, ale rozpad ZSRR i
krach gospodarczy spowodowały, że w ten sposób nie zmodernizowano innych jednostek
tego typu. Pierwszą bojową jednostką nawodną, zaopatrzoną w system dowodzenia i
kierowania Garpun-Bał (nowa
elektronika i stara antena - nowej na czas nie dopracowano) i dwie
sześciokontenerowe wyrzutnie Oniksów,
stała się korweta proj. 1234.7 Nakat.
Oba okręty przeszły próby morskie w 1992 r., ale ich główne uzbrojenie było
wtedy dalekie od gotowości bojowej, na okręcie podwodnym wyrzutnie
zainstalowano w 1994 r., a na Nakacie ustawiono jedynie ramowe prowadnice
kontenerów i przez długie lata najbardziej prominentne źródła podawały, że są
one przeznaczone dla pocisków 3M24.
Próbne starty
przeprowadzano głównie na poligonie Nienoksa na morzu Barentsa od 1995 r. W
latach 1996-97 rozpoczęto tam podobno próby kompletnych rakiet (z układem
naprowadzania) i cykl badań zakończono dwa lata później. Równocześnie
przygotowano dokumentację i linię produkcji rakiet.
Tak poważne
opóźnienia były spowodowane trudnościami w "zmieszczeniu" w
ograniczonych rozmiarów kadłubie zaplanowanej aparatury, a ponieważ nie wchodziła
w rachubę rezygnacja choćby z części postawionych pierwotnie wymagań, prace
przebiegały powoli. Równocześnie postępy "konkurencji" zmuszały do
ciągłego doskonalenia wyrobu. Aby nie "oddać pola" w zakresie
wyrzutni brzegowych, zaproponowano opracowanie wersji lądowej, której nadano
nazwę Bastion.
Niemożność
finansowania programu przez rosyjskie ministerstwo obrony spowodowała wyrażenie
zgody na eksport tego, najnowszego w Rosji, systemu przeciwokrętowego. Wydano
ją w 1992 r. i firma przystąpiła do opracowywania oferty eksportowej z rakietą,
nazwaną Jachont. Jej pierwsze rysunki
pokazano w tym samym roku, tyle tylko, że dla potrzeb dezinformacji
przedstawiono ją jako klasyczną rakietę o konfiguracji zbliżonej do Harpoona. Dopiero trzy lata później pokazano
jej rysunki z centralnym wlotem powietrza, a w 1997 r. pełnowymiarową makietę.
Na kolejnym MAKSie - w sierpniu 1999 r. zaprezentowano makietę pocisku ze
znacznie większą ilością szczegółów, oraz, mocno uproszczone, makiety wersji
powietrze-woda. Te ostatnie były reklamowane nawet jako uzbrojenie dla
MiGa-29K, ale ich łączna masa (dwa pociski z wyrzutniami - ok. 6 t) i wymiary
rakiet czynią taką konfigurację fantastyczną. Pocisk mogłyby natomiast
przenosić Su-33 lub Su-34 jako alternatywę dla ciągle prezentowanego i ciągle
nie wypróbowanego lotniczego Wariantu Moskita.
Oferowana jest także zmodyfikowana wersja kompleksu obrony wybrzeża z
wyrzutniami mieszczącymi po trzy TPS, unoszone przed odpaleniem do położenia
(prawie?) pionowego. Według przedstawicieli NPO Maszinostrojenija (dawne
OKB-52) potrzebne są jeszcze dwa lata pełnego finansowania, aby Jachont nadawał się na eksport. Należy
przez to rozumieć, że środki na dokończenie prac miałby wyłożyć potencjalny
zagraniczny odbiorca. Oznacza to, między innymi, całkowitą nieprawdziwość
twierdzenia, jakoby przeznaczone dla Chin dwa niszczyciele projektu 956 miały
być uzbrojone w Jachonty - oba okręty
są bliskie przekazania odbiorcy, a trudno wyobrazić sobie, żeby zechciał on
potem czekać co najmniej dwa lata na ich główne uzbrojenie.
Nie oznacza to
jednak, że nowa rakieta nie jest nowoczesna i perspektywiczna. Jej osiągi -
według oficjalnych informacji - są znakomite, a możliwości bojowe imponujące.
Pocisk przenosi 200 kg penetrująco-burzącą głowicę na odległość do 320 km (w
wersji eksportowej poniżej 300 km, aby nie naruszać międzynarodowych umów), do
zwalczania celów naziemnych może być także uzbrojony w głowicę kasetową, choć
jej niewielka masa i złożona konstrukcja (potrzeba wyrzucenia jej z kadłuba
pocisku przed rozcaleniem) stawiają zasadność opracowania takiej wersji pod
znakiem zapytania.
Do naprowadzania
rakiety na cel służy monoimpulsowa, aktywno-pasywna głowica radiolokacyjna,
opracowana w CNII Granit. Ma ona zasięg aktywnego poszukiwania ok. 50 km z
dokładnością 75 m i zakres wychylenia anteny +45°, co umożliwia wykrycie celu
nawet przy bardzo zgrubnym naprowadzeniu. W trybie pasywnym wykrycie emisji
stacji radiolokacyjnych (zakres pracy jest dopasowany do radarów systemów
przeciwlotniczych okrętów) następuje z odległości ok. 80 km. Algorytm jest przy
tym następujący: po wyprowadzeniu pocisku przez układ bezwładnościowy
(opracowany w Omskim Zakładzie Elektromechanicznym pod oznaczeniem SzJu80-066B)
włącza się system pasywny, a w razie braku sygnałów następuje przełączenie
anteny na tryb aktywny. Po namierzeniu i rozpoznaniu celu lub gdy zaktywizują
się radary przeciwnika, głowica powtórnie przełącza się na tryb pasywny. Kolejne
włączenie radaru następuje w bezpośredniej bliskości celu, dla dokonania
ostatniej korekty naprowadzania, nie pozostawiając nieprzyjacielowi czasu na
przeciwdziałanie. Na dodatek są stosowane różnorodne metody walki z
zakłóceniami aktywnymi (m.in. zmiana parametrów promieniowania na zasadzie
losowej) i pasywnymi. Trajektoria lotu zależy od odległości celu gdy jest ona
mniejsza od 120 km, pocisk leci przez cały czas na wysokości ok. 15 m nad wodą,
gdy cel jest bardziej odległy, rakieta wznosi się na wysokość ok. 14 km i zniża
w odległości ok. 40 km od celu. Po rozpoznaniu celu, pocisk zniża się po raz
kolejny i kontynuuje lot na wysokości poniżej 10 m.
Sterowanie
odbywa się za pomocą czterech niewielkich powierzchni aerodynamicznych i
czterech deflektorów strumienia gazów, umieszczonych u wylotu dyszy silnika
marszowego, Dzięki temu pocisk może wyjątkowo energicznie manewrować,
zachowując sterowność nawet przy kątach natarcia 15°. Dzięki temu możliwe są
skuteczne manewry przeciwrakietowe. Ponieważ już prawie 20-1etnia 3M80
wykonywała uniki według zadanego programu lub losowo, to znacznie młodsza 3M55
potrafi zapewne nie mniej, być może dysponuje nawet możliwością oceny i
elastycznej reakcji na zagrożenie.
Napęd stanowi
silnik strumieniowy Płamia, napędzany
paliwem ciekłym, który waży ok. 200 kg i rozwija ciąg 39 kN. W jego dyszę
wylotową jest częściowo zagłębiony rakietowy silnik startowy o masie ok, 450
kg, który nadaje pociskowi prędkość, niezbędną do zainicjowania pracy silnika
strumieniowego i jest następnie wyrzucany z dyszy. Takie rozwiązanie, choć
trudniejsze technicznie, pozwo1iło na rezygnację z doczepianych z zewnątrz
kadłuba silników startowych, co było typowym rozwiązaniem dla starszych rakiet
OKB-52, W przypadku odpalania z zanurzonego okrętu podwodnego rakiety są
zaopatrzone w rodzaj niewielkiego czepca balistycznego, chroniącego wlot
powietrza. Mogą być wystrzeliwane pojedynczo lub salwami z głębokości co
najmniej 50 m. Wstępne dane o położeniu celu są wypracowywane przez system
hydroakustyczny okrętu, a później pociski działają autonomicznie, dysponując
możliwością dokonania wyboru pomiędzy rozpoznanymi jednostkami (jeśli atakują
formację okrętów), bazując na wprowadzonym do pamięci banku danych. Jak dotąd,
wiadomo o uzbrojeniu w Oniksy jedynego,
pozostającego w czynnej służbie, okrętu projektu 670M - K-452 Nowgorod Wielikij i przystosowaniu do
odpalania takich samych pocisków pierwszej jednostki proj. 885 Jasień, czyli budowanego od kilku lat w
Siewierodwinsku wielozadaniowego okrętu podwodnego Siewierodwinsk. Ma on
podobno 24 TPS w ośmiu lekko odchylonych od pionu wyrzutniach, umieszczonych za
kioskiem, w pobliżu osi wzdłużnej okrętu.
Jedynym obecnie
okrętem nawodnym, uzbrojonym w rakiety 3M55 jest korweta Nakat. Jej system kierowania ogniem umożliwia równoczesne śledzenie
15 celów odległych nawet o 500 km w trybie pasywnym lub od 45 do 200 km w
trybie aktywnym i równoczesne wypracowywanie danych do atakowania ośmiu z nich
(każdy jedną lub dwiema rakietami). Kontenery są umieszczone w dwukondygnacyjnych
ramach z obu stron nadbudówki, w miejscu potrójnych wyrzutni rakiet P-120, Jest
to rozwiązanie znacznie prostsze, bezpieczniejsze i mniej czasochłonne od
stosowanego wcześniej; wszystkie typy rakiet były przeładowywane dotąd do
stałych wyrzutni za pomocą mniej lub bardziej wymyślnego oprzyrządowania,
Kolejnym okrętem nawodnym z Oniksami
miałaby być fregata Nowik -
prototypowa jednostka projektu 1244, budowana z przerwami w Kaliningradzie od
1997 r. Przewidziano dla niego sześć potrójnych, pionowych wyrzutni w tylnej
nadbudówce. z obu stron hangaru i system kierowania ogniem Bał, już z nowymi
antenami.
Wyrzutnie
brzegowej wersji Bastion istnieją tylko na papierze. Firmowy rysunek pokazuje
je jako trzy TPS, unoszone do pionu przez mechanizm zainstalowany na starym
MAZie-543, choć wcześniej jako nośnik odpalanych z ustawionych na stałe, prawie
poziomo wyrzutni rakiet pokazywano znacznie nowszy BAZ 6953. W skład dywizjonu,
oprócz od 2 do 4 wyrzutni, wchodzi stacja radiolokacyjna na takim samym nośniku
oraz, ewentualnie, śmigłowiec z radiolokatorem, np. Ka-31 z kompleksemE-801 Oko. Podaje się, że w takim przypadku
wyrzutnie mogą być rozmieszczone nawet 50 km od wybrzeża na obszarze 50x50 km,
gdzie bez logistycznego wsparcia mogą przebywać do 30 dni. Oznacza to, że
łączność między pojazdami jest bezprzewodowa, a ich wyposażenie nie wymaga
zewnętrznego zasilania. Brygada obrony wybrzeża może liczyć 21ub 3 dywizjony, a
jej stanowisko dowodzenia może równocześnie naprowadzać rakiety na 24 cele i
kontrolować obszar 280 tys. km2, Przewiduje się także możliwość zainstalowania
wyrzutni w stałych fortyfikacjach (system Fort).
Przygotowanie wszystkich rakiet do odpalenia zajmuje nie więcej niż 2 minuty,
każdy dywizjon może odpalić salwę 8 rakiet z dwu sekundowymi interwałami.
Kierowanie rakietami może odbywać się z dowolnej wyrzutni (do 8 rakiet) lub z
SD brygady (do 24 rakiet).
Wersja
powietrze-woda ma być o 440 kg lżejsza, pod warunkiem, że odpalenie nastąpi
podczas lotu z prędkością naddźwiękową, co eliminuje potrzebę użycia silnika
startowego. NPO przewiduje jednak możliwość przenoszenia rakiet tego typu przez
samoloty Tu-142 (aż po osiem pocisków !), które rozwijają znacznie mniejszą
prędkość, co oznaczałoby potrzebę opracowania także lotniczej wersji rakiety ze
stopniem startowym. Demonstrowane w 1999 r. makiety miały spore osłony
aerodynamiczne z przodu i z tyłu kadłuba, co oznacza, że długość pocisku uległa
w tej konfiguracji jedynie nieznacznemu zmniejszeniu. Ponieważ byłby on
przenoszony i odpalany bez TPS, konieczne byłoby zamontowanie na jego kadłubie
odpowiednich zamków i przyłącz, znajdujących się normalnie na kontenerze.
Nowa rakieta jest
podobna pod względem długości do 3M80, smuklejsza od niej, nieco lżejsza i ma
prawie trzykrotnie większy zasięg. Oznacza to, że może być traktowana jako
następca Moskita, na dodatek o znacznie szerszym zakresie zastosowań. Jest to
więc już kolejne pokolenie rosyjskich naddźwiękowych rakiet przeciwokrętowych,
podczas gdy Żaden inny kraj nie opracował dotąd podobnego uzbrojenia, a jedyny
podobny - francusko-niemiecki ANNG pozostaje dotąd "na papierze".
Oznacza to, że mimo kryzysu ekonomicznego, Rosja zachowuje swą techniczną
przewagę nad resztą świata w dziedzinie "asymetrycznej odpowiedzi" na
coraz nowocześniejsze okręty wojenne.